Logo

Lista dań:

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Aurea prima sata est aetas...

(Takie tam wspomnienie przedświątecznego Okropieństwa...)
Zaiste Złoty Wiek nastał - aczkolwiek chyba nie to dokładnie stary Owidiusz miał na myśli.
Wybrałem się był ostatnio do Wielkiej Handlowej Galeryi (nomen omen również ze słowem "złoty" w nazwie) - ot tak, połazić, popatrzeć, kupić może co na Święta, prezent jaki czy cuś... a gdzie tam! Już po kilku minutach osiągnąłem stan kompletnego kociokwiku, czyli coś pomiędzy "po co ja tu w ogóle wlazłem", a "zaraz mnie odwiozą do Tworek". Przed oczami migały czerwone sygnały ostrzegawcze, resztki rozsądku wrzeszczały "Uciekać!", a reszta mózgu pogrążyła się w stanie łagodnej katatonii, mrucząc pod nosem "a niech mnie ktoś dobije, mam dosyć, tak będę tu leżał...". Oprzytomniawszy nieco, zauważyłem co najmniej kilku osobników płci zbliżonej do samczej, z identycznie zidiociałym wyrazem twarzy jaki zakonotowałem u siebie po pobieżnej konsultacji z pierwszą napotkaną lustrzaną powierzchnią. Drugie tyle snuło się w charakterze tragarzy za swoimi wybrankami radośnie odwiedzającymi kolejne butiki. Wyraz twarzy tych z kolei nieszczęśników bardziej umiejscawiał ich w kategorii "żywe trupy". O Matko Polko! Nie pamiętam, jak wielką populacją szczyci się miasto moje rodzinne, ale tak na oko byli tam Wszyscy. A już na pewno Wszystkie.
Zacząłem sobie pomału przypominać, po co tam się w ogóle wybrałem - że jakieś coś... prezenty niby miałem czy jakieś takie...? I co?
I nic. Wyszedłem z niczym. Za dużo tego dobrobytu nawaliło, a większość w klasycznym amerykańskim stylu - czyli totalne bezguście wykonane z najlepszych i najdroższych materiałów, lub też beznadziejna tandeta, ale za to opatrzona drogą i uznaną marką. Nic dla normalnych ludzi... za komuny łatwiej było :)
A ceny, psiakrwia, gangsterskie. Powinienem był zostać politykiem, czy innym krwiopijcą...

niedziela, 15 grudnia 2013

Quidquid agis...


Masakra, panie dzieju! Nie gadali po próżnicy bywali w świecie dżentelmeni, że szaleństwo zaraźliwym być może. Prawdę gadali. Dopadło szaleństwo owo kuzynki, siostry, psiapsiuły, a na koniec i dziecięcia mego Mać. Po całym domostwie walają się owe papierki, słomki, koraliki chrzęszczą pod nogami, brokatem błyszczą wszystkie dywany, a smród lakieru przyćmiewa wszystko. Próbuję zaszyć się w jakim kącie, a i to co chwila wyciągają, przytrzymać, przepleść, farbą maznąć każą, w zbożnym dziele tworzenia SZTUKI uczestniczyć przymuszają. I to jeszcze hurtowo, bo przecież owe DZIEŁA trzeba powielić w ilości egzemplarzy równej wszystkim krewnym i znajomym Królika, coby i onych owymi kurzołapkami uszczęśliwić. 
Normalnie "u prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki", kurde, jak by to powiedział Ferdynand. Nie arcyksiążę, bynajmniej. Ciekawe, co napisałby Moniuszko, gdyby mu wszystkie siedziały na chacie. Już się zastanawiam, co to będzie na Wielkanoc...

czwartek, 12 grudnia 2013

...prudenter agas...

No i wyszło szydło z worka (każdemu by wyszło, jak to gwarzyło Rycerzy Trzech). Wychodzi na to, że Hetman nasz najjaśniejszy służbę Królowi miłościwie nam panującemu wypowiedzieć się ośmielił. A Jego Majestat trwa w niemocy, acz dopóki Rzplita w potrzebie, a nieprzyjaciel w granicach, dopóty onego ze służby nie salwuje. Tym bardziej, że sam wszetecznych Komendantów na cztery wiatry rozgonił, a to na odległych stanicach osadzając, a to katu pod topór łby ichmościów zadać racząc, tak teraz hadko słuchać Miłościwemu Panu przestróg szambelanów o nadchodzącej Apokalipsie, a i podszepty półkrwi Księciunia i zauszników jego czujność Majestatu osłabiają... gorze nam, gorze, Waćpanowie...

poniedziałek, 9 grudnia 2013

...et respice Finem

No i stało się - WŁADZA nasza firmowa własnym sumptem rozpoczęła rozsiewanie plotki, że ni mniej, ni więcej, w Firmie Naszej (oby trwała wiecznie) będą wkrótce obowiązywać Zasady Korporacyjne. Na razie nikt nie za bardzo wie, jak ma to sobie tłumaczyć, bo korporacja do naszej firmy pasuje jak nie przymierzając Miles Cyrus na Mikołajki w przedszkolu publicznym. 
Ja osobiście tłumaczę to sobie w ten sposób, że najpewniej zaczną od podniesienia uposażeń do poziomów korporacyjnych...

sobota, 7 grudnia 2013

To chyba przez Ksawerego

Przywiało muzę? Raczej nie, chęć do pisaniny nie pojawiła się w nagłym przebłysku geniuszu, czy też za sprawą upadku ciężkiego przedmiotu centralnie na moją potylicę. Raczej po prostu zadziałały panujące na zewnątrz niezachęcające do ekskursji warunki atmosferyczne, absolutny brak atrakcyjności w telewizyjnej ofercie, znudzenie pompowanymi na siłę przez internetowych dziennikarzy sensacyjkami... A może ma coś z tym wspólnego zacna butelczyna łiskacza? Najpewniej wszystko razem.
Znaczy: Ksawery + TVshit + C2H5OH = CZYSTE GRAFOMAŃSTWO ni mniej, ni więcej...